„Insha Allah” – reportaż z piekła. TVP zaprezentuje wstrząsający dokument o zbrodniach Państwa Islamskiego

Zapowiadany już przez nas przed kilkoma miesiącami poruszający filmowy dokument o zbrodniach Państwa Islamskiego jest wreszcie gotowy. Pierwotnie miał najpierw trafić do kin, jednak dzięki dobrej – lub jak wolą inni – drobnej zmianie w tzw. publicznych mediach, obejrzą go widzowie TVP1.

Co pewien czas, zwłaszcza przy okazji spektakularnych zamachów na terenie zachodniej Europy, telewizyjne i radiowe studia okupowane są przez ekspertów od islamu. Prześcigają się oni w zawodach słownej i logicznej ekwilibrystyki, byle tylko pogodzić żelazne wymogi multikulturowej poprawności z coraz donośniej dającą znać o sobie rzeczywistością. Zadanie to karkołomne i z każdym tygodniem trudniejsze, ale czego nie robi się, by nie wypaść z obiegu?

Takiego syzyfowego wysiłku zaoszczędzili sobie autorzy filmu dokumentalnego, który niebawem zaprezentuje telewizja publiczna. Po prostu wybrali się w najgorętsze dziś miejsce na ziemi. Byli, widzieli, rozmawiali. I nakręcili znakomity reportaż.

– Chcieliśmy pokazać ludzi, których głos nie jest słyszalny w mediach – mówili twórcy przy okazji poniedziałkowego pokazu prasowego. Udało się, chociaż do oglądania przystąpić najlepiej po zaczerpnięciu porcji rzetelnej wiedzy o genezie, geografii i uczestnikach wielowarstwowego konfliktu. W „Insha Allah” zabierają głos przedstawiciele wielu stron, których on dotyczy – uczestnicy, ofiary, obserwatorzy. Słuchamy chrześcijan – uciekinierów z terenów zajętych przez ISIS, Kurdów, jazydów, syryjskich i irackich wojskowych, nawet żołnierzy Państwa Islamskiego. Wędrujemy ulicami podminowanych konfliktem miast, zaglądamy na place, gdzie od kul i noży – bądź krzyżowani – giną „niewierni”.

Bandyci z ISIS zamieniają życie mieszkańców podbitych terenów w piekło na ziemi. Codziennością są tam bezwzględne kary za niepodporządkowanie się prawu szariatu, publiczne egzekucje, wyszukane tortury, rabunki i gwałty. Chrześcijanie stawiani są przed trojakim wyborem: konwersja na islam, natychmiastowy wyjazd albo życie na miejscu i płacenie wysokiego haraczu bez żadnych gwarancji bezpieczeństwa. To miara i obraz „miłosierdzia”, jakie mają do zaoferowania tak zwanym niewiernym wyznawcy ortodoksyjnego islamu. Mówi o tym z pełnym przekonaniem filmowy rozmówca Witolda Gadowskiego, Adam al-N., Polak walczący dla Państwa Islamskiego do czasu niedawnego aresztowania go przez jordańskie służby.

Patrzących na bliskowschodni kocioł z naszej perspektywy dziwić może padające z ust katolickiego hierarchy twarde rozróżnienie na islam jako taki oraz na islamistów, czyli wprowadzających muzułmański porządek za pomocą terroru. Owszem, nie wszyscy wyznawcy Allacha dialogują z chrześcijanami za pomocą trotylu i rzeźnickiego noża. Czy jednak nakaz zabijania „niewiernych” nie wynika wprost z Koranu? Czy islamiści mogą instalować swój diabelski system w oderwaniu od społecznego zaplecza w postaci tak zwanych pokojowych muzułmanów? Czy wreszcie ci ostatni nie są po prostu odpowiednikami letnich chrześcijan, wybiórczo traktujących nakazy własnej wiary?

Film przekonuje, że powstanie i ekspansja zbrodniczej organizacji nie byłyby możliwe bez działań i decyzji władz i służb m.in. Stanów Zjednoczonych, Syrii, Iraku, Turcji, Rosji. Szaleńczym poczynaniom ISIS sprzyjało porzucenie na jego rzecz przez wojska syryjskie i irackie ogromnych ilości broni i sprzętu. Służy mu równie potajemne co powszechne kupowanie taniej ropy od „bandytów pustyni”, tureckie otwieranie szlaków przed dżihadystami, międzynarodowa obojętność wobec straszliwych cierpień ludności cywilnej. Wśród dowódców Państwa Islamskiego roi się od dawnych oficerów Saddama Husajna, wyszkolonych przed laty przez służby sowieckie.

Przez długie miesiące świat biernie patrzył na poczynania zbrodniarzy, ograniczając się do kontemplowania wykonanych w technologii HD filmów z wymyślnych egzekucji. Zdjęcia do obrazu „Insha Allah” powstały, gdy Państwo Islamskie bez przeszkód powiększało swoje wpływy i terytorium. Być może w końcu okazało się już niepotrzebne niektórym swoim cichym stronnikom, bo w ostatnim czasie ustępuje i sporo traci. Sedno problemu tkwi więc nie w realnej sile krwawego kalifatu, bo ta bierze się z działań i zaniechań wielu państw i międzynarodowych organizacji. Jak powiedział Witold Gadowski, militarnie można by pokonać ISIS w przeciągu tygodnia. Rzecz w tym, że nie chcą tego ci, którzy chcieć powinni, a cenę za to płacą miliony niewinnych ludzi.

Czas płynie nieubłaganie, twórcy obrazu przyznali, że do napisów końcowych powinni dołączyć okazałą listę występujących w filmie, którzy dziś mówią do nas zza grobu. Szczęśliwie ocaleni wciąż pokładają nadzieję na pomoc ze strony chrześcijan, także polskich, o czym świadczyły rozmowy przeprowadzone przez dokumentalistów w obozach prawdziwych uchodźców na terenie Kurdystanu.

Jak mało w Polsce wiemy o tym, co się tam dzieje – te słowa, które padły tuż po projekcji z ust prowadzącego pokaz prasowy, powtórzy w duchu wielu widzów „Insha Allah”. Wypowiedział je wieloletni prezenter głównego wydania „Wiadomości” telewizyjnej Jedynki. Ów fakt mówi nam jeszcze więcej, niż chciał pewnie wyrazić Krzysztof Ziemiec, autor tej tyleż krótkiej, co trafnej opinii.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>