Archiwa autora: administrator

Migracje z państw islamskich

Migracje z państw islamskich do Europy stwarzają zagrożenie dla  kultury europejskiej oraz jej mieszkańców. Islam jest religią-projektem którego ekspansywny radykalizm zakłada islamizację państw europejskich-tym samym kulturowy podbój i zniszczenie kultury europejskiej oraz religii chrześcijańskiej.

Pomaga w tym lewicowa polityka  zachodniej europy  przez przyjmowanie uchodźców i wspieranie idei multikulturalizmu, rzekomej tolerancji dla inności oraz odrzucenie wartości chrześcijańskich. Napływ islamskich uchodźców zdaje się być systemowym planem niszczenia tych wartości, niszczenia chrześcijańskiej europy.

Zobacz też: www.islam-europa.pl

Efektem lewicowej otwartości i braku odpowiedniej kontroli imigrantów są nasilone ataki terrorystyczne na zachodzie europy oraz zwiększenie poziomu przestępczości w tym przemocy na tle seksualnym. Islam to nie tylko religia i wiara w Mahometa to również polityka i kultura której nie da się bezkonfliktowo przyjąć na gruncie europejskich wartości i tradycji ponieważ całkowicie im zaprzecza.

Różnice te są ogromne i niebezpieczne. Święta wojna islamistów to wojna nie tylko mentalna, to wojna rzeczywista, której ofiarą jest wiara i kultura europejska. Bagatelizowanie skutków napływu islamskich uchodźców to zgoda na niszczenie naszej kultury i tożsamości. To zgoda na terroryzm i niszczenie kościołów. Islam w swoich założeniach niesie przemoc i zniszczenie wobec innych religii i kultur. Europejski multikulturalizm i brak świadomości kulturowej otwiera bramy dla niosącej zniszczenie islamskiej powodzi.

Nowy szlak do Europy

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce do Europy trafi nowa fala imigrantów – ocenia Bojko Borisow, premier Bułgarii. Uchodźcy mają ruszyć z Azji do Europy tzw. bałkańskim szlakiem, a liczba nielegalnych przybyszy szacowana jest na około 30 tysięcy osób. Tymczasem w Serbii odnotowano setki prób nielegalnego przekroczenia granicy z państwami Unii Europejskiej – zwraca uwagę portal PCh24.pl. Czytaj dalej

Wszyscy informują, ale nikt nie działa! Kto oferuje realną pomoc AsiiBibi?

O dramatycznej sytuacji pakistańskiej chrześcijanki, skazanej na śmierć za przyznanie się do wiary w Chrystusa informowały niemal wszystkie media. Czy jednak pojawiły się jakieś konkretne propozycje pomocy? Wobec braku takich głosów zarówno ze strony obywateli jak i państwa, Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej im. ks. Piotra Skargi wyszedł z inicjatywą wystosowania petycji do polskich władz o rozpoczęcie procedury przydzielenie azylu dla Asii wraz z rodziną. Czytaj dalej

„Insha Allah” – reportaż z piekła. TVP zaprezentuje wstrząsający dokument o zbrodniach Państwa Islamskiego

Zapowiadany już przez nas przed kilkoma miesiącami poruszający filmowy dokument o zbrodniach Państwa Islamskiego jest wreszcie gotowy. Pierwotnie miał najpierw trafić do kin, jednak dzięki dobrej – lub jak wolą inni – drobnej zmianie w tzw. publicznych mediach, obejrzą go widzowie TVP1.

Co pewien czas, zwłaszcza przy okazji spektakularnych zamachów na terenie zachodniej Europy, telewizyjne i radiowe studia okupowane są przez ekspertów od islamu. Prześcigają się oni w zawodach słownej i logicznej ekwilibrystyki, byle tylko pogodzić żelazne wymogi multikulturowej poprawności z coraz donośniej dającą znać o sobie rzeczywistością. Zadanie to karkołomne i z każdym tygodniem trudniejsze, ale czego nie robi się, by nie wypaść z obiegu?

Takiego syzyfowego wysiłku zaoszczędzili sobie autorzy filmu dokumentalnego, który niebawem zaprezentuje telewizja publiczna. Po prostu wybrali się w najgorętsze dziś miejsce na ziemi. Byli, widzieli, rozmawiali. I nakręcili znakomity reportaż.

– Chcieliśmy pokazać ludzi, których głos nie jest słyszalny w mediach – mówili twórcy przy okazji poniedziałkowego pokazu prasowego. Udało się, chociaż do oglądania przystąpić najlepiej po zaczerpnięciu porcji rzetelnej wiedzy o genezie, geografii i uczestnikach wielowarstwowego konfliktu. W „Insha Allah” zabierają głos przedstawiciele wielu stron, których on dotyczy – uczestnicy, ofiary, obserwatorzy. Słuchamy chrześcijan – uciekinierów z terenów zajętych przez ISIS, Kurdów, jazydów, syryjskich i irackich wojskowych, nawet żołnierzy Państwa Islamskiego. Wędrujemy ulicami podminowanych konfliktem miast, zaglądamy na place, gdzie od kul i noży – bądź krzyżowani – giną „niewierni”.

Bandyci z ISIS zamieniają życie mieszkańców podbitych terenów w piekło na ziemi. Codziennością są tam bezwzględne kary za niepodporządkowanie się prawu szariatu, publiczne egzekucje, wyszukane tortury, rabunki i gwałty. Chrześcijanie stawiani są przed trojakim wyborem: konwersja na islam, natychmiastowy wyjazd albo życie na miejscu i płacenie wysokiego haraczu bez żadnych gwarancji bezpieczeństwa. To miara i obraz „miłosierdzia”, jakie mają do zaoferowania tak zwanym niewiernym wyznawcy ortodoksyjnego islamu. Mówi o tym z pełnym przekonaniem filmowy rozmówca Witolda Gadowskiego, Adam al-N., Polak walczący dla Państwa Islamskiego do czasu niedawnego aresztowania go przez jordańskie służby.

Patrzących na bliskowschodni kocioł z naszej perspektywy dziwić może padające z ust katolickiego hierarchy twarde rozróżnienie na islam jako taki oraz na islamistów, czyli wprowadzających muzułmański porządek za pomocą terroru. Owszem, nie wszyscy wyznawcy Allacha dialogują z chrześcijanami za pomocą trotylu i rzeźnickiego noża. Czy jednak nakaz zabijania „niewiernych” nie wynika wprost z Koranu? Czy islamiści mogą instalować swój diabelski system w oderwaniu od społecznego zaplecza w postaci tak zwanych pokojowych muzułmanów? Czy wreszcie ci ostatni nie są po prostu odpowiednikami letnich chrześcijan, wybiórczo traktujących nakazy własnej wiary?

Film przekonuje, że powstanie i ekspansja zbrodniczej organizacji nie byłyby możliwe bez działań i decyzji władz i służb m.in. Stanów Zjednoczonych, Syrii, Iraku, Turcji, Rosji. Szaleńczym poczynaniom ISIS sprzyjało porzucenie na jego rzecz przez wojska syryjskie i irackie ogromnych ilości broni i sprzętu. Służy mu równie potajemne co powszechne kupowanie taniej ropy od „bandytów pustyni”, tureckie otwieranie szlaków przed dżihadystami, międzynarodowa obojętność wobec straszliwych cierpień ludności cywilnej. Wśród dowódców Państwa Islamskiego roi się od dawnych oficerów Saddama Husajna, wyszkolonych przed laty przez służby sowieckie.

Przez długie miesiące świat biernie patrzył na poczynania zbrodniarzy, ograniczając się do kontemplowania wykonanych w technologii HD filmów z wymyślnych egzekucji. Zdjęcia do obrazu „Insha Allah” powstały, gdy Państwo Islamskie bez przeszkód powiększało swoje wpływy i terytorium. Być może w końcu okazało się już niepotrzebne niektórym swoim cichym stronnikom, bo w ostatnim czasie ustępuje i sporo traci. Sedno problemu tkwi więc nie w realnej sile krwawego kalifatu, bo ta bierze się z działań i zaniechań wielu państw i międzynarodowych organizacji. Jak powiedział Witold Gadowski, militarnie można by pokonać ISIS w przeciągu tygodnia. Rzecz w tym, że nie chcą tego ci, którzy chcieć powinni, a cenę za to płacą miliony niewinnych ludzi.

Czas płynie nieubłaganie, twórcy obrazu przyznali, że do napisów końcowych powinni dołączyć okazałą listę występujących w filmie, którzy dziś mówią do nas zza grobu. Szczęśliwie ocaleni wciąż pokładają nadzieję na pomoc ze strony chrześcijan, także polskich, o czym świadczyły rozmowy przeprowadzone przez dokumentalistów w obozach prawdziwych uchodźców na terenie Kurdystanu.

Jak mało w Polsce wiemy o tym, co się tam dzieje – te słowa, które padły tuż po projekcji z ust prowadzącego pokaz prasowy, powtórzy w duchu wielu widzów „Insha Allah”. Wypowiedział je wieloletni prezenter głównego wydania „Wiadomości” telewizyjnej Jedynki. Ów fakt mówi nam jeszcze więcej, niż chciał pewnie wyrazić Krzysztof Ziemiec, autor tej tyleż krótkiej, co trafnej opinii.

 

Islamska ofensywa

Jednym z czynników odgrywających dzisiaj ogromną rolę w światowym systemie bezpieczeństwa, jest radykalizacja części wyznawców islamu i upowszechnienie przez media wyznawanej przez nich ideologii „świętej wojny” – dżihadu. Co ciekawe, nie chodzi tu o zaostrzenie postawy mieszkańców tradycyjnie islamskich państw, lecz o poglądy ich rodaków, którzy urodzili się w Europie, wzrastali w niej i tu się wykształcili, często na koszt podatników.

 

Masowa imigracja muzułmanów do Europy nastąpiła zwłaszcza w latach 60. i 70., kiedy państwa zachodnie realizowały programy typu guest-worker. Początkowo przybysze przyjeżdżać mieli „na chwilę”, po pewnym czasie wcale nie zamierzali już wracać do rodzimych krajów, lecz korzystając z programów łączenia rodzin szybko przyczynili się do wzrostu populacji muzułmanów w Europie. W latach 80. i 90. dołączyli do nich azylanci.

Dzisiaj muzułmanie stanowią zdecydowaną większość wśród imigrantów m.in. w Belgii, Francji, Niemczech i Holandii. Również w innych krajach, jak np. w Wielkiej Brytanii, duży odsetek imigrantów to wyznawcy islamu.

Tak naprawdę nikt nie wie, ilu muzułmanów zamieszkuje Europę, gdyż tylko kilka państw pyta obywateli o przekonania religijne. Ich liczebność szacuje się na podstawie pochodzenia. „Financial Times” z 19 sierpnia 2007 r. podaje, że jest ich około 16 mln. W artykule Roberta Leikena zamieszczonym w „Foreign Affairs” lipiec/sierpień 2005 r. jest mowa o 15-20 mln wyznawców islamu­. Biorąc pod uwagę Bałkany i Europę Wschodnią (bez Turcji i Rosji) można szacować liczbę muzułmanów nawet na ponad 27,5 mln!

Z danych programu badawczego oceniającego sytuację muzułmanów w Europie, opublikowanych w 2007 r. przez Eumap, wynika, że w Belgii żyje ich 500 tys. (5 proc. całej populacji), z czego ponad połowa jest naturalizowanymi obywatelami. Liczba ta dwukrotnie wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat, ze względu na ułatwienia proceduralne (od 1991 r. szybsza ścieżka dla imigrantów w drugim pokoleniu i automatyczne obywatelstwo dla trzeciego pokolenia;
w 2001 r. skrócono okres oczekiwania na naturalizację). Przeważają Marokańczycy i Turcy (88 proc. wszystkich muzułmanów) – emigracja zarobkowa oraz studenci. Skoncentrowani są głównie w wielkich miastach, podobnie jak w innych krajach, gdzie mają łatwiejszy dostęp do tanich mieszkań i pracy. Najwięcej spośród nich mieszka w Brukseli, Antwerpii i Liege.

W Belgii oficjalnie uznano islam w 1974 r. (jest jedną z 7 uznanych religii w tym kraju, obok m.in. katolicyzmu), co oznacza, że ma on specjalny status finansowy i otrzymuje materialne wsparcie przy wznoszeniu świątyń. Władze państwa zakładają, że poprzez przyznanie takich przywilejów uda się przeobrazić islam w bardziej tolerancyjny euroislam, respektujący demokrację, jej prawa i instytucje. Ze względu na rosnącą populację muzułmanów władze lokalne zdecydowały się wciągnąć niektórych kandydatów na swoje listy wyborcze. Po wyborach regionalnych w 2004 r. z 72 członków rady regionalnej regionu stołecznego Brukseli – siedemnastu to muzułmanie.

Dania – szacuje się, że mieszka tam około 200–270 tys. muzułmanów, co przy 5,4 mln mieszkańców stanowi do 5 proc. ludności. Są oni skupieni głównie w Kopenhadze, Aarhus, Odense i Aalborgu. Większość stanowią Turcy, Marokańczycy i Pakistańczycy przybyli do pracy w latach 70. W latach 80. pojawili się uciekinierzy z Iraku, Iranu, Somalii i Bośni. Nieliczni spośród nich posiadają obywatelstwo, ale prawo głosowania w wyborach lokalnych ma każdy, kto przebywa tam od 3 lat.

Dania jest przykładem kraju, w którym występuje bardzo silny antagonizm pomiędzy muzułmanami a rdzennymi Duńczykami. W ostatnich latach zaostrzono prawo imigracyjne. Od 2004 r. można starać się o obywatelstwo, jeśli przebywa się tam co najmniej od 9 lat i nie jest się karanym, ponadto trzeba samodzielnie się utrzymywać i biegle znać język duński. Od 2007 r. trzeba również zdać test sprawdzający wiedzę o społeczeństwie, kulturze i historii Danii, a następnie zgoda na przyznanie obywatelstwa musi być przegłosowana zwykłą większością głosów w parlamencie.

Kopenhaga jest jedną ze stolic europejskich o szczególnie pokaźnym odsetku ludności muzułmańskiej – 12,6 proc.

Francja – szacuje się, że żyje tam od 4-6 mln muzułmanów, co przy 58,5 mln wszystkich mieszkańców stanowi od 7 do 10 proc. całej populacji. Jest to największe skupisko muzułmanów na zachodzie. Ich liczba wciąż znacznie wzrasta ze względu na wysoki przyrost naturalny.

Francuscy muzułmanie to
przede wszystkim przybysze­ z Afryki Północnej, z Turcji i Bliskiego Wschodu (w większości jest to emigracja zarobkowa z lat 70). Skupieni są w następujących regionach: Île-de-France (35 proc.), Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże (20 proc.), Rodan-Alpy (15 proc.), Nord-Pas de Calais (10 proc.) i w Alzacji. Zamieszkują przede wszystkim przedmieścia większych miast, tworząc tam swoiste getta, np. w Paryżu i ­Lyonie.

Najwięcej muzułmanów można spotkać w Paryżu, Lille i Marsylii, która jest na najlepszej drodze do tego, by wkrótce stać się miastem, w którym to rodowici Francuzi stanowić będą mniejszość. W Marsylii mieszka ok. 1 mln muzułmanów.

W 1983 r. zaostrzono prawo imigracyjne po to, aby w 1998 r. je zliberalizować (automatyczne obywatelstwo dla dzieci urodzonych we Francji po ukończeniu przez nie 18 lat). Od 2005 r. realizowana jest polityka prointegracyjna, mająca zapobiec radykalizacji młodego pokolenia, wszczynającego bunty na przedmieściach. Stąd rekrutacja muzułmańskich imigrantów drugiego pokolenia do policji i służb bezpieczeństwa, administracji i instytucji państwowych. W grudniu 2005 r. rząd zdecydował się mianować sześciu muzułmanów prefektami.

Istnieją jednak poważne tarcia. Chodzi m.in. o prawo noszenia chust (hidżab) i innych symboli religijnych w kraju, który deklaruje się jako laicki i w którym panuje rozdział religii od sfery publicznej.

We Francji istnieje 5 dużych oraz ponad 1500 mniejszych meczetów i domów modlitw. Ponadto działa tam ponad 2 tys. różnych stowarzyszeń muzułmańskich, centrów religijnych i kulturowych. Muzułmanie mają swoje sklepy, księgarnie itp. Do 2002 r. (potem władze zrezygnowały ze zbierania danych) naliczono we Francji 818 stref, do których Europejczyk wchodzi na własną odpowiedzialność. Są to obszary, gdzie wszystko, co symbolizuje zachodnią cywilizację, łącznie z samochodami dostarczającymi pocztę, strażą pożarną itp., jest obrzucane koktajlami Mołotowa. W trakcie zamieszek jesienią 2005 r. policja uznała, że sytuacja wróciła do „normy”, kiedy dziennie płonęło 98 samochodów.

Niemcy – obowiązuje tutaj zakaz zbierania danych m.in. na temat orientacji religijnej. Szacunki mówią, że mieszka tu od 3 do 3,3 mln muzułmanów stanowiących od 3,6 do 4 proc. całej populacji muzułmanów w tym kraju. Większość to Turcy (2 mln), którzy przybyli do Niemiec do pracy w latach 70. i 80. W latach późniejszych napłynęli azylanci z Bośni i Hercegowiny, Iraku, Maroka i Afganistanu.

Od stycznia 2000 r. znacznie łatwiej mogą uzyskać obywatelstwo dzieci emigrantów urodzone w Niemczech.

Muzułmanie skupiają się głównie w Berlinie (200 tysięcy), w Hamburgu (106 tys.), Frankfurcie, Kolonii, Duisburgu, Augsburgu-München, Stuttgarcie, Norymberdze i Darmstatt.

Mimo że rząd podejmuje wszelkie działania mające sprzyjać integracji i poprawie wizerunku muzułmanów, jak chociażby przyjęcie dyrektywy UE – General Law on Equal Treatment w sierpniu 2006 r., to jednak istnieje silna niechęć do muzułmanów, których obarcza się odpowiedzialnością za liczne przestępstwa, m.in. za terroryzm (siatka z Hamburga powiązana z atakiem na WTC w USA), tzw. morderstwa honorowe (morderstwa co najmniej 50 kobiet, chcących zerwać z islamem), przymusowe małżeństwa itp. Władze od 2007 r. nałożyły na imigrantów obowiązek odbycia poszerzonego kursu z języka, kultury i historii kraju.

Muzułmanie w Niemczech wywalczyli prawo do nauczania religii w szkołach publicznych. We wrześniu 2002 r. federacja organizacji islamskich – Islamische Föderation, po dwudziestoletnim procesie sądowym, zaczęła nauczać w 20 berlińskich szkołach.

W Niemczech funkcjonuje już ok. 160 typowych meczetów, a ponad 180 kolejnych jest w budowie lub w planach. Właśnie budowa nowych meczetów z minaretami stała się niedawno powodem poważnych tarć między rodzimymi mieszkańcami a imigrantami. W mediach pojawiły się także informacje, jakoby muzułmanie odkupywali protestanckie i katolickie kościoły z zamiarem zamienienia ich na własne świątynie. Są to jednak raczej spekulacje, chociaż niewątpliwie takie propozycje padają ze strony wyznawców islamu. Kościół katolicki zdecydowanie je odrzuca.

Niemieccy mahometanie domagają się także, aby ich świątynie współfinansowano z budżetu państwa.

Holandia – Niemal 1 mln obywateli Holandii to muzułmanie­. Mieszka tam również ponad 1,3 mln imigrantów z krajów islamskich nieposiadających obywatelstwa. W przeważającej mierze jest to imigracja zarobkowa z lat 60. i 70. z Maroka i Tunezji. Reszta to uchodźcy z Bośni, Somalii, Iranu, Pakistanu i Afganistanu. Skupiają się w swoistych gettach na przedmieściach większych miast, gdzie odnotowuje się dużą przestępczość. W Amsterdamie, Rotterdamie, Utrechcie i Hadze – żyje aż 30 proc. całej populacji muzułmanów tego kraju.

Skalę ekspansji widać najlepiej na przykładzie dużych miast: Amsterdamu (na 750 tys. wszystkich mieszkańców przypada ponad 100 tys. muzułmanów), Rotterdamu (na 600 tys. jest 80 tys. muzułmanów), Utrechtu (na 275 tys. mieszkańców – 40 tys. muzułmanów) czy Zaunstad (10 tys. muzułmanów na 140 tys. mieszkańców). W samym Amsterdamie działają 44 meczety, a w Rotterdamie – 36 meczetów.

W 1984 r. wprowadzono prawo, zgodnie z którym każdy urodzony w Holandii mieszkaniec pomiędzy 18. a 25. rokiem życia był „naturalizowany”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Holandia to swoisty raj dla imigrantów. Państwo finansuje od lat 70. szkoły muzułmańskie, a także budowę meczetów. Obecnie jest tam 46 szkół podstawowych, 2 szkoły średnie i 2 prywatne uniwersytety (od 1997 r. w Rotterdamie i od 2001 r. w Schieden). Od 2005 r. odbywa się także szkolenie imamów. Badania z września 2006 r. pokazały, że działania edukacyjne w islamskich szkołach koncentrują się na umacnianiu tożsamości religijnej. Po wyborach w 2003 r. na 150 członków parlamentu dziesięciu było muzułmanami.

Wśród muzułmanów odnotowuje się dużą przestępczość. W 2005 r. 18 proc. wszystkich skazanych stanowili sami Marokańczycy, nie mówiąc o innych nacjach.

Holandia jako kraj, w którym tzw. tolerancja zajmuje de facto miejsce należne religii, prowadzi niekonsekwentną politykę integracyjną. Z jednej strony obserwujemy tam zaostrzenie procedur imigracyjnych, a z drugiej – walkę z „nietolerancją” i dyskryminacją muzułmanów oraz stymulowanie ich ekonomicznej niezależności, co ma zapobiec radykalizacji młodego pokolenia. Powodzenie­ tych działań jest niewielkie. 2 listopada 2004 r. miało miejsce głośne zabójstwo filmowca Theo Van Gogha przez fanatycznego wyznawcę islamu. Od tego czasu narasta niechęć rdzennych mieszkańców do muzułmanów.

Wznoszenie nowych meczetów (działa już ponad 400 miejsc kultu) coraz bardziej irytuje Holendrów, którzy coraz chętniej (ponad 60 proc.) deklarują, że chętnie opuściliby kraj! Od 2003 r. widoczna jest zmiana kursu polityki imigracyjnej. Ci, którzy starają się o obywatelstwo, po spełnieniu szeregu kryteriów muszą zaakceptować „wspólne wartości i normy”, być lojalnymi wobec państwa oraz pozostałych obywateli.

Szwecja – mieszka tutaj od 300 do 400 tys. muzułmanów, co przy 9 mln ludności stanowi około 4,4 proc. populacji. Połowa wszystkich muzułmanów jest skupiona w Sztokholmie (gdzie stanowią 26 proc. mieszkańców), 20 proc. mieszka w Göteborgu, a 12 proc. – w Malmö. Jest to grupa bardzo zróżnicowana etnicznie. Podobnie­ jak w innych krajach, w latach 60. i 70. przybyła emigracja zarobkowa, a w latach 80. – uciekinierzy polityczni. By zostać obywatelem w 1963 r. wystarczyło mieszkać w Szwecji przez 5 lat. Od 1976 r. – wymagane są zaledwie 3 lata pobytu.

Wielu mieszkańców ma negatywne nastawienie do muzułmanów, zaś władze przeciwnie – podejmują inicjatywy, które na siłę mają zmienić to nastawienie. Działa tutaj m.in. Komitet ds. Islamofobii, który tropi wszelkie przejawy nietolerancji i niechęci wobec muzułmanów.

W 1997 r. uchwalono ustawę integracyjną, w której proklamowano, że Szwecja jest wielokulturowym społeczeństwem, gdyż duża grupa ludzi ma swoje korzenie w innych kulturach. Stąd populacja szwedzka nie ma wspólnej historii, za to liczne grupy etniczne, które żyją obok siebie.

W 1992 r. wprowadzono znaczne ułatwienia przy zakładaniu niezależnych szkół, które w dodatku są dofinansowane z budżetu państwa. Szkoły muzułmańskie cieszą się dużą swobodą nauczania, muszą jednak realizować program, zakładający m.in. wspieranie demokracji, wolności słowa, równości płci, praw człowieka i fundamentalnych wartości szwedzkich (uczciwość, prawdomówność itp.).

Wobec imigrantów prowadzi się politykę opartą na zasadzie równych praw bez względu na pochodzenie. Ze względu jednak na kłopoty z gangami młodocianych muzułmanów i rosnącą liczbą brutalnych pobić, w 2007 r. można było zauważyć pewne zaostrzenie polityki imigracyjnej, czego symbolem jest likwidacja Rady Integracji, działającej od 1998 r.

Austria – szacuje się, że mieszka tutaj ponad 400 tys. muzułmanów, co przy 8,2 mln ludności stanowi prawie 5 proc. populacji. Jest to kraj, w którym muzułmanie byli obecni znacznie wcześniej niż w innych państwach zachodnioeuropejskich, m.in. już po zajęciu przez Austro-Węgry Bośni i Hercegowiny w 1908 roku. Sporo uchodźców przybyło tutaj z Bałkanów w latach 90. Znaczną grupę etniczną stanowią Turcy. Islam został uznany przez państwo za jedną z oficjalnych religii, co oznacza, że może być nauczany w szkołach religijnych.

Szwajcaria – na 7,4 mln mieszkańców przypada ponad 310 tys. muzułmanów (4,2 proc.). W ostatnich latach liczba muzułmanów uległa podwojeniu. Szacuje się, że dodatkowo co najmniej 150 tys. przebywa tu nielegalnie. W Szwajcarii najwięcej jest Turków, którzy przybyli do pracy w latach 60., Albańczyków oraz mieszkańców Bałkanów. W latach 70. nastąpił wzrost populacji ze względu na program łączenia rodzin, ale tylko nieliczni posiadają obywatelstwo. Szwajcaria ma najbardziej restrykcyjne prawo imigracyjne, a i tak zapowiada jeszcze większe zaostrzenia (np. obowiązkowe testy DNA dla cudzoziemców przybywających do tego kraju w ramach łączenia rodzin). Ostatnio wiele kontrowersji wywołała sprawa budowy minaretów w wiosce Wangen na północ od Berna. Sprawa otarła się o Sąd Najwyższy, który zezwolił na inwestycję. Sprzeciwiają się jej natomiast mieszkańcy, uważając, że minaret jest symbolem władzy politycznej, a sam islam jest ideologią zmierzającą do stworzenia odmiennego systemu prawnego (prawo szariatu). W Bernie odmówiono zezwolenia na budowę największego w Europie Centrum Kultury Islamskiej (meczet, muzeum, hotel, sale konferencyjne).

Włochy – mieszka tutaj około 1,5 mln zróżnicowanych etnicznie muzułmanów. Głównie są to przybysze z Afryki Północnej, ale też z połud­niowej Azji, ­Albanii i ­Bliskiego ­Wschodu. Około 160 tys. spośród nich urodziło się jako obywatele Włoch, a więc cieszą się pełnią praw politycznych.

Tu także jednym z pól konfliktu są starania o budowę minaretów; ostatnio nie zezwoliły na to władze Bolonii i Genui.

Hiszpania – Hiszpanie długo musieli walczyć o wyzwolenie Półwyspu Iberysjkiego spod panowania mahometan. Wiele miast nosi wyraźne piętno muzułmańskiej kultury. Mieszka tu około 1 mln osób przyznających się do islamu, co stanowi 2,3 proc. całej popu­lacji.

Większość muzułmanów w Hiszpanii to imigranci, przede wszystkim z Maroka i Algierii. Oficjalne statystyki mówią o niecałych 500 tys., jednak biorą one pod uwagę wyłącznie legalnych imigrantów. Liczbę nielegalnych szacuje się na drugie tyle. Duże skupiska Marokańczyków znajdują się na terenie całego kraju, tak w miastach, jak i na wsi.

W Hiszpanii istnieje ponad 55 muzułmańskich miejsc kultu, a władze Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich fundują coraz nowsze i coraz bardziej okazałe meczety, nie ukrywając, że prowadzą misję „odzyskiwania Al-Andalous” dla islamu. Wyrazem „odkrywania” przez Andaluzję swoich muzułmańskich korzeni jest wynosząca już ok. 20 tys. grupa tamtejszych konwertytów na islam.

Hiszpańska młodzież muzułmańska radykalizuje się religijnie, rosną w niej wpływy fundamentalistów – m.in. saudyjskich wahhabitów i egipskich Braci Muzułmanów. Organizacje muzułmańskie są silne i domagają się m.in. zaprzestania świętowania przez Hiszpanów zdobycia Granady, które wieńczyło rekonkwistę.

Poważny wstrząs wywołał w 2005 r. madrycki zamach fanatyków islamskich na podmiejskie pociągi, w wyniku którego zginęło ponad 190 osób.

Wielka Brytania – mieszka tu około 1,6 mln muzułmanów, którzy stanowią blisko 3 proc. całej populacji. Pierwszą wspólnotę muzułmańską w tym kraju stworzyli w XIX w. Jemeńczycy. W latach 60. znaczna część muzułmanów przybyła do pracy z Afryki wschodniej oraz Azji południowej. 50 proc. obecnej populacji islamskiej urodziła się już w Wielkiej Brytanii. Są to głównie Turcy, Irakijczycy, Irańczycy, przybysze z Afganistanu, Somalii i Bałkanów.

Statystyki w 2001 r. informowały, że ponad 30 proc. muzułmanów stanowili ludzie młodzi, poniżej 16. roku życia. Skupiają się oni w dużych miastach, m.in. w Londynie (800 tys. – 8 proc. ludności miasta), Birmingham (140 tys. – 14 proc. mieszkańców) czy Bradford (75 tys. – 16 proc. mieszkańców).

Władze prowadzą politykę opartą na wielokulturowości, tzn. akceptuje się wszystkie kultury jako posiadające taką samą wartość. W Wielkiej Brytanii ok. 1 mln muzułmanów jest uprawnionych do głosowania.

7 października 2007 r. „Times” ujawnił dane raportu policyjnego, z którego wynika, że ponad połowa brytyjskich meczetów znajduje się pod kontrolą sekt deobandich oraz ­wahhabitów, które nawołują do dżihadu i z których­ wywodzi się wielu terrorystów. Jeden z liderów – szejk Abu Yusuf Riyadh ul Haq jest trzydziestokilkuletnim muzułmaninem, który wykształcił się w brytyjskiej szkole islamskiej i należy do nowej generacji imamów, którzy podzielają takie same radykalne poglądy.

Rosja – szacuje się że żyje tutaj ponad 20 mln muzułmanów, którzy stanowią ok. 15 proc. populacji. Jeszcze 17 lat temu w Rosji było 300 meczetów, obecnie jest ich ponad 8 tys. Obecnie w Moskwie, której ludność liczy ponad 10 mln, mieszka od 2,5 do 3,5 mln muzułmanów.

Aleksiej Małaszenko – ekspert od islamu w Rosji w wypowiedzi dla „Timesa” z 5 sierpnia 2005 r. stwierdził: Prawdziwym problemem jest kryzys rosyjskiego społeczeństwa, nie zaś wzrost populacji muzułmańskiej.

Bałkany – 8,5 mln muzułmanów zamieszkujących Półwysep Bałkański to głównie potomkowie Turków, którzy osiedlali się na tych terenach pomiędzy XIV a XIX wiekiem, oraz ludności miejscowej, przede wszystkim Słowian i Albańczyków, zislamizowanych podczas stuleci okupacji tureckiej.

Poza Albanią i odrywającym się od Serbii Kosowem, w których muzułmanie stanowią większość (razem 4,3 mln), największym ich skupiskiem jest Bośnia i Hercegowina (2 mln – 46 proc. ludności). W Macedonii żyje 700 tys. wyznawców islamu, którzy stanowią tam 33 proc. populacji, w Bułgarii – 1,1 mln (12,5 proc.), zaś w Grecji – 120 tys. (1,5 proc.).

Agnieszka Stelmach

 

Prawo szariatu dla Belgii

Antwerpia. Jeszcze nie ucichły echa wprowadzonego ostatnio zakazu noszenia burek w Belgii, a już muzułmańscy ekstremiści w niewybredny sposób przekazali, co myślą o Zachodniej Cywilizacji, oraz o demokracji. „Demokracja to piekło a Islam to raj” to właśnie przed kilkoma dniami w Zielone Swiątki w Antwerpii(w zislamizowanej dzielnicy Borgerhout) usłyszeli muzułmanie od islamskiego imama Anjema Choudary. Imam ten przebył z wizyta do Antwerpii z Wielkiej Brytanii.

W zeszłym roku w Wielkiej Brytanii zdelegalizowano ruch stworzony przez Choudary`ego Islam4UK.

 

Islamista ten w przemowie do swych współwyznawców nie pozostawia złudzeń co do planów islamu wobec Europy – „Allah usprawiedliwia każdą formę obrony, a my nie jesteśmy Chrześcijanami aby nadstawiać drugi policzek kiedy jesteśmy bici. W obliczu konfrontacji nigdy nie ustąpimy. Belgia została ostrzeżona. Nasza duma jest ważniejsza od naszego życia”.

Radykalny islamista Choudary zażądał także w Antwerpii wprowadzenia prawa szariatu dla Belgii. Jak stwierdził: „- Szariat jest islamskim prawem. Dlatego też wyroki niezależnych sadów w Europie nie powinny orzekać, czy muzułmanin złamał prawo czy nie. Takie prawo powinni mieć tylko imamowie i oni powinni orzekać, czy czyn był zgodny z prawem szariatu i Koranem czy tez nie”.

 

Dostało sie także rodowitym Belgom, którzy przed kilkudziesięciu laty gościnnie przyjęli muzułmanów do swego kraju. „- Jesteście brudniejsi od zwierząt, bo zwierzęta nie piją alkoholu, wy pijecie a później nim żygacie. My nie jesteśmy sami i jest nas sporo. Nas muzułmanów jest w Europie 40 milionów. My i nasza wiara jesteśmy lepsi od Was, myślałem o Prawie w Europie ale nie mam wątpliwości, że w Europie powinno obowiązywać tylko jedno prawo, Prawo Szariatu – Prawo Boże”.

 

W myśl logiki imama urzędujący rząd w Belgii powinien zostać obalony tak aby zasady islamu zapanowały w Europie.

W ostatni weekend władze w Brukseli zakazały w tym mieście muzułmanom organizowania demonstracji sprzeciwu wobec zakazu noszenia burek w Belgii.

 

za PI-news

Prosto w oczy

Boko Haram zamordowało ponad stu wyznawców Chrystusa

W północno-wschodniej Nigerii w ataku przeprowadzonym przez islamskich terrorystów z Boko Haram zginęło ponad sto osób. Muzułmanie zmasakrowali chrześcijan z wioski Izghe.

Świadkowie masakry podają, że napastnicy przyjechali do wioski wieczorem przebrani za żołnierzy. Zgromadzili mężczyzn w jednej jej części i zabili ich z broni palnej, nożami lub maczetami, krzycząc „Allah Akbar” – „Bóg jest wielki”. Następnie przeszli do plądrowania domów i rabowania żywności. Wśród ofiar napaści byli także umiarkowani muzułmanie.

Miejscowość Izghe leży w stanie Borno, gdzie ze względu na działalność Boko Haram i grup powiązanych już w maju 2013 roku władze wprowadziły stan wyjątkowy. Taka sama sytuacja panuje w stanie Jobe i Adamawa.

Od początku walk muzułmańscy radykałowie wymordowali już tysiące chrześcijan.

TVP Info

Eksplozja islamofobii w Niemczech

W Niemczech skrajna prawica używa antyislamskiej retoryki, aby sprzedać swoje idee oraz zyskać poparcie. Eksperci zastanawiają się czy to nie czas na wprowadzenie nowych ustaw przeciwko promowaniu nienawiści.

Stachus jest jednym z najładniejszych skwerów w Monachium. Posiada bogatą historię oraz wiele rzeźb, jest też idealnym miejsce dla celów Michaela Stürzenbergera. Z wzniesioną pięścią wykrzykuje: „Koran jest najbardziej niebezpieczną książką na świecie”. Ponieważ kilkadziesiąt osób pojawiło się, aby protestować przeciwko niemu, teren jest patrolowany przez policjantów w kamizelkach kuloodpornych.

Dekadę temu 49-letni Stürzenberger był rzecznikiem monachijskiego biura Unii Chrześcijańsko-Społecznej w Bawarii (CSU), siostrzanej partii Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU). Ale od 2012 roku jest aktywny w partii Die Freiheit („Wolność”), której szefem został wybrany 3 miesiące temu. Obecnie propaguje nienawiść do islamu oraz porównuje Koran do „Mein Kampf” Hitlera. Od dwóch lat zbiera podpisy pod petycją zakazującą budowy centrum islamskiego w Monachium. Do chwili obecnej zorganizował przeszło sto antyislamskich wieców.

Stürzenberger nie jest osamotniony podczas swojej przemowy na skwerze. Kilkunastu zwolenników dołączyło do niego, niektórzy trzymają tablice z napisami takimi jak: „Nie dla meczetu na Stachus” czy „Stop wrogom demokracji”. Stürzenberger krzyczy, że szariat nakazuje mężczyznom bić kobiety oraz: „Nie chcemy tego w Bawarii !”. Jakiś emeryt pyta, gdzie może się podpisać „przeciwko islamowi”.

U większości mieszkańców Monachium występy Stürzenbergera wywołują zażenowanie. Członkini rady miasta Marian Hoffman porównuje jego wiece do „przemów nazistów”. Burmistrz Christian Ude obawia się konfliktów podczas zbliżających się wyborów. Dodaje, że Monachium znalazło się na celowniku radykalnych antyislamistów ze skrajnej prawicy jako obszar, gdzie sprawdzają czy ich ataki na mniejszość muzułmańską znajdują posłuch u większości wyborców. Jeśli Stürzenberger zbierze odpowiednią ilość podpisów pod protestem przeciw budowie centrum islamskiego, będzie to jasny sygnał dla całych Niemiec, nie tylko dla Bawarii, że muzułmanie nie są mile widziani.

Rosnący ruch antymuzułmański

W Niemczech ostatnimi laty było dużo inicjatyw podobnych do tej Stürzenbergera. Zazwyczaj zaczynały się jako odpowiedź na budowę meczetu: niechęć zmieniała się w opór, a potem w nienawiść i przemoc. W ciągu ostatnich dwóch lat islamskie domy modlitewne zostały podpalone w Berlinie, Hanau i Hanowerze. Politically Incorrect, najbardziej znany niemiecki antyislamski portal, odwiedza codziennie 120.000 czytelników.

Poza Die Freiheit radykalni antyislamiści utworzyli partię Pro Deutschland oraz ruch obywatelski Pax Europa. Starają się także zwiększyć swoje wpływy poprzez partię eurosceptyków Alternative für Deutschland – poprzedni przewodniczący Die Freiheit wezwał swoich zwolenników do udzielenia poparcia AfD podczas majowych wyborów do europarlamentu.

Według sondażu przeprowadzonego przez Friedrich Ebert Foundation, 56% Niemców uznaje islam za „archaiczną religię nie pasującą do nowoczesnego stylu życia”, a wielu uważa, że wolność wyznania dla muzułmanów powinna „zostać ograniczona”.

Jest kilka możliwych wyjaśnień dla rosnącego w Niemczech sceptycyzmu względem islamu. Wielu muzułmanów będących trzecim pokoleniem żyjącym w Niemczech bardziej stosuje się do religii islamu niż ich rodzice, co sprawia, że rzucają się w oczy. W niektórych dzielnicach dużych niemieckich miast muzułmanki obawiają się chodzić bez chusty. W mediach pojawiły się informacje o rodowitych Niemcach, którzy przeszli na islam, zradykalizowali się i wyjechali do Pakistanu na szkolenie terrorystyczne. Ostatnio minister spraw wewnętrznych poinformował, że 300 dżihadystów z Niemiec pojechało do Syrii, aby walczyć w wojnie domowej.

Hans-Georg Maassen, prezydent Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) powiedział, że widzi „związek” pomiędzy aktywnością radykalnych salafitów, a agitacją skrajnej prawicy.

W Niemczech żyje około 4 milionów muzułmanów z czego prawie połowa legitymuje się niemieckim paszportem. BfV szacuje, że koło 42.000 z nich (czyli 1%) to fundamentaliści, a 1000 z nich może posunąć się do stosowania przemocy.

Antyislamiści nie czynią różnicy między sunnitami, szyitami i alawitami czy pomiędzy bojówkami islamistów, a pokojowymi wyznawcami. W ich wyobrażeniu islam nie jest religią, a polityczną ideologią, która musi być zwalczana. Muzułmanie oskarżani są o plany podboju świata, o podważanie niezależności państw demokratycznych czy infiltrowanie ich organizacji. Na portalu Politically Incorrect możemy przeczytać: “Rozprzestrzenianie się islamu oznacza dla naszych potomków – a prawdopodobnie także dla nas – życie w społeczeństwie zdominowanym przez islam i zwróconym w kierunku prawa szariatu i Koranu, a nie konstytucji i praw człowieka”.

Na portalu Nuernberg 2.0 można zobaczyć zdjęcia osób podejrzanych o wspieranie muzułmanów – sędziów, polityków, dziennikarzy – w formie listów gończych, zgodnie z którymi powinni oni zostać postawieni przed obliczem sprawiedliwości za „islamizację Niemiec”, w sądach na kształt procesów norymberskich w 1945 roku.

Latem 2013 roku przez Politically Incorrect rozpowszechniane było wideo, pokazujące spalenie Koranu przez trzech mężczyzn w aluminiowych maskach. Potem spalili drugi Koran, a zniekształcony głos powiedział: „Jesteście najbardziej faszystowską i przepełnioną nienawiścią religią, jaka istnieje”. Następnie widać sceny ścinania głowy, usmarowanych krwią fanatyków, okaleczonych ciał kobiecych i wyżartych [kwasem] twarzy. Film kończy się słowami: „Nie dajmy szansy islamowi!”. Prokurator okręgowy w Monachium wszczął dochodzenie w sprawie twórców wideo.

Euroislam.pl